Jeśli uznać, że każdy, kto podjął się jakiejś pracy, będzie miał zarówno zwolenników jak i przeciwników, to powiedzieć należy, że Ruch Nowego Życia ma znacznie więcej przeciwników, niż zwolenników.
Ruch Nowego Życia jest polską filią pewnej amerykańskiej organizacji misyjnej. Na stronie Ruchu czytamy, że "Ruch Nowego Życia jest chrześcijańską organizacją skupiającą katolików i protestantów. Naszym celem jest ukazywanie żyjącego Chrystusa tym, którzy nie mają z Nim osobistej więzi. Wierzącym osobom zaś pomagamy w ich wzroście duchowym i zapraszamy do wspólnego głoszenia zmartwychwstałego Chrystusa w ich środowisku.Ruch nie jest Kościołem, lecz organizacją, która chce pomagać istniejącym Kościołom w prowadzeniu ewangelizacji oraz budowaniu w wierze osób pozyskanych dla Chrystusa. "
Ruch nie jest kościołem w znaczeniu biblijnym, bo na ten przykład nie sprawuje sakramentów, jednak jest w Polsce zarejestrowany jako związek wyznaniowy, zapewne w celu uniknięcia zobowiązań podatkowych, które musiałby uiszczać, gdyby przyjął inną formę organizacji.
Wrogów wielu...
Choć Ruch skupia w swych szeregach katolików i protestantów, to wrogie mu są zarówno środowiska katolickie jak i protestanckie.
Kościół katolicki odżegnuje się od działalności Ruchu, zarzucając mu protestantyzowanie młodzieży. I w istocie, na próżno w duchowości RNŻ szukać takich zjawisk jak kult maryjny czy modlitwa do świętych. Również wyznanie wiary RNŻ, powstałe na skutek redukcji dogmatów, które nie byłyby wspólne dla wszystkich środowisk, z którymi Ruch ma aspiracje współpracować, powoduje, że nie dostrzeżemy w nim nauki o nieomylności papieża rzymskiego.
Duchowość jak i dogmatyka RNŻ jest na wskroś protestancka, natomiast etatowi pracownicy Ruchu częstokroć traktują swoją przynależność do Kościoła katolickiego wyłącznie jako formalne uwierzytelnienie swojej wiarygodności wśród środowisk katolickich.
Protestanci, zwłaszcza ci bardziej konserwatywni, również nie są skorzy do przyklaśnięcia działalności RNŻ. Na stronie Kościoła Zielonoświątkowego w RP znajdujemy taki oto zapis:
"Tylko w Zborze może wypełniać się zamiar Pana Kościoła, aby "przygotowywać świętych do dzieła posługiwania" i "dorastania do pełni Chrystusowej" [Ef 4,12-13]. Zamiar ten realizowany jest poprzez współistnienie i współdziałanie wielopokoleniowe dzieci Bożych znajdujących się pod opieką powołanych sług Bożych. Zbór wysyła do służby ludzi powołanych przez Pana, czuwa nad nimi i wspiera ich działania. Zbór / Kościół zakłada instytucje pomocnicze do realizacji Wielkiego Nakazu Misyjnego i czuwa nad ich funkcjonowaniem. Wszystkie grupy, instytucje i organizacje oderwane od zborów / Kościołów stwarzają wyobcowanie jednostek, co sprzyja duchowym zniekształceniom. Doceniając dobre zamiary wielu funkcjonujących w Polsce organizacji międzywyznaniowych, nie możemy nie przeciwdziałać niebezpieczeństwu degeneracji jednostek poprzez promowanie indywidualistycznego stylu życia i służby chrześcijańskiej. Zachęcamy organizacje parakościelne do wejścia w istniejące w naszym kraju struktury organizacyjne chrześcijaństwa ewangelicznego."
Jest to wyjątkowo interesujący zapis, będący oficjalnym stanowiskiem Naczelnej Rady Kościoła Zielonoświątkowego w RP. Zarzuty postawione organizacjom parakościelnym, jak na przykład Ruch Nowego Życia, to przede wszystkim stworzenie struktur, nie występujących w żadnym passusie Pisma Świętego. A zatem każda inna formacja oprócz zboru jest traktowana przez zielonoświątkowców jako ułomna, a jednostki tkwiące w takiej strukturze, jako pozbawione niezbędnych środków formacji duchowej.
Dalej NRKZ wskazuje na wyobcowanie jednostek oraz promowanie indywidualistycznego trybu życia. Głośne są również zarzuty o błędnie pojmowany ekumenizm oraz, wspomniany już wcześniej, redukcjonizm dogmatów wiary. Innymi słowy, RNŻ tak okroił swoje wyznanie wiary, by przypadkiem nie zrazić do siebie żadnego środowiska chrześcijańskiego w Polsce, ale z drugiej strony sprawił, że wyznanie to praktycznie bardzo niewiele wyznaje i głosi.
Przyjaciół mało...
I dlatego też widoczne są kłopoty w aklimatyzacji RNŻ w Polskim światku chrześcijan, których formacja duchowa przewiduje w ogóle potrzebę głoszenia Ewangelii w naszym kraju.
Apologetyka Ruchu Nowego Życia
Jakkolwiek zarzuty stawiane zarówno przez katolików jak i protestantów są słuszne, to jednak stanowczo muszę stanąć w obronie działalności Ruchu Nowego Życia. Do niewątpliwych zasług tej organizacji należą przede wszystkim pokaźne owoce skutecznej Ewangelizacji środowisk akademickich. Spore nakłady finansowe są ukierunkowane na dotarcie z przesłaniem Ewangelii do wszystkich studentów zamieszkujących kampusy akademickie większych polskich miast. Osoby, które pozytywnie odpowiadają na wezwanie ewangeliczne, albo tacy, którzy przynajmniej okazują zaciekawienie, mają znakomite warunki, aby uczestniczyć w dalszej formacji w niewielkich grupach rozważań biblinych, a dalej, by korzystać na przykład z wypoczynku wakacyjnego.
Niezależnie od tego, należy głośno powiedzieć, że Ruch Nowego Życia głosi Ewangelię w sposób zorganizowany, programowy i systematyczny. W ciągu kilku ostatnich lat film Jezus, sztandarowe narzędzie pracy RNŻ, mogło obejrzeć nawet kilkaset tysięcy osób. Fala projekcji filmu przetoczyła się przez większość dużych i średnich miast Polski!
Różnorodność metod, bogactwo form, nakład środków i liczba zaangażowanych osób z pewnością zadziwia. Buduje również niesłabnący zapał kierownictwa organizacji ukierunkowany na dalsze postępy w rozbudowie sieci własnych pracowników i stowarzyszonych wolontariuszy.
Zarzut o spłyceniu przesłania ewangelicznego z powodu zbytniego redukcjonizmu doktryn też nie wydaje się słuszny, jako że już ojcowie Kościoła postulowali, by rozdzielić proces formacji duchowej na dwa etapy: kerygmę oraz didache. Pierwszy etap miałby się ograniczać do podstawowego wezwania ewangelicznego, podczas gdy drugi dotyczyć miałby wyłącznie osób, które na to wezwanie odpowiedziały pozytywnie, a obejmowałby szersze omówienie nauk chrześcijaństwa. Dlatego praktyka zwiastowania RNŻ nie jest ułomna, a jedynie stanowi pierwszy etap złożonego procesu formacji, który znajdować ma kontynuację już w środowisku kościelnym, wybranym przez katechumena.
Nie jestem z was zadowolony, bracia!
Wróćmy jednak na chwilę do oświadczenia Kościoła Zielonoświątkowego. Czytamy w nim: "Zachęcamy organizacje parakościelne do wejścia w istniejące w naszym kraju struktury organizacyjne chrześcijaństwa ewangelicznego."
Czy likwidacja struktur RNŻ rozbudzi żarliwość ewangelizacyjną wśród istniejących środowisk ewangelicznych? Czy rezygnacja z "wykoślawionej" formy nauczania sprawi, że zbory zapałają nieodpartą chęcią głoszenia na rogach ulic? Wątpliwe. Pamiętajmy, że motywacją do założenia organizacji takich jak RNŻ była permanentna, niemalże programowa niechęć kościołów, o zgrozo!, ewangelicznych, do głoszenia Ewangelii.
Nie pochwalam tego, co robicie, bracia pastorzy, bowiem w większości przypadków ewangelizacja jest dla was jednorazowym incydentem, a nie treścią życia zborowego. Zasmuca mnie wasza postawa, bracia biskupi, bo z ewangelizacji uczyniliście świąteczny festyn, a winna ona być stanem naturalnym Kościoła. Jestem niezadowolony z was, bracia starsi, ponieważ uchyliliście nieco drzwi waszych zborów, czekając, aż ktoś nadejdzie, zamiast aktywnie wyjść do społeczeństwa z jasnym przesłaniem ewangelizacyjnym.
W naszym kraju nie istnieje ani jeden portal internetowy, który mógłby przyćmić zasięg stron katolickich. Nie ma ani jednego czasopisma ewangelicznego, które dostępne byłoby w kioskach RUCH. Nie doczekaliśmy się ani radiostacji, ani innego znaczącego medium.
Z przykrością zawiadamiam, że aby zostać ewangelicznym chrześcijaninem w Polsce, trzeba mieć "dobre znajomosci", bo nie ma żadnych znaczących kanałów propagowania Ewangelii, które skutecznie wypełniłoby nakaz Wielkiego Posłannictwa. Jakie mamy tego skutki? Ano takie, że odpływa nam kolejne pokolenie młodych Polaków i nie ma widoków na to, aby coś mogło ulec zmianie.
Co stanowi główną przyczynę w tak nieudolnej służbie niesienia Ewangelii? Czy jest to niedostatek ludzi? Bynajmniej, wszak środowisko liczy sobie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Czy brak środków? Skądże, przecież nawet kilka złotych miesięcznie od osoby daje sporą sumę pieniędzy, za którą bez trudu można by stworzyć i rozpropagować profesjonalny portal internetowy z morzem multimediów. Przyczyna jest inna, jest głębsza, a przede wszystkim dużo trudniejsza do wyleczenia. Tą przyczyną jest lenistwo!
Ruchu brońmy jak niepodległości
Śmiem twierdzić, że gdyby RNŻ lub podobne jemu organizacje, zostały wciągnięte w biurokratyczne machiny polskich denominacji, to w ciągu kilku tygodni skuteczność misji zostałaby zniwelowana. Jeśli bowiem przywódcy denominacyjni przez wiele lat swojej posługi nie potrafili udowodnić swojego zaangażowania, i pomimo posiadania wszelkich środków - pieniędzy, ludzi, swobody politycznej - nie wypełnili Wielkiego Posłannictwa, które polega na dotarciu do każdego człowieka zamieszkującego nasz kraj, to na jakiej podstawie roszczą sobie prawo do dyktowania waruków organizacjom misyjnym?
Podsumowanie
I dlatego, pomimo pełnej świadomości tego, że służba RNŻ jest ułomna, w całości, bez zastrzeżeń i z zapałem ją popieram i będę popierał dopóty, dopóki zbory ewangeliczne i Kościół ewangeliczny jako całość, nie zaczną być wydolne. W chwili obecnej widzimy bowiem drastyczną niewydolność organów, które odpowiedzialne są za podtrzymywanie organizmu Kościoła przy życiu, z których jednym z ważniejszych jest misja i ewangelizacja.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz