23 wrz 2009

Obrażona Alicja Tysiąc.

Pani Alicja Tysiąc wnioskowała o przerwanie ciąży ze względów zdrowotnych. Obawiała się bowiem, że może w skutek porodu stracić swój wzrok. Ponieważ żaden lekarz nie chciał podjąć się takiego zabiegu, wytoczyła ona proces państwu polskiemu przed sądem niemieckim (tzw. Trybunałem Europejskim).

Tym razem pozwała do sądu redaktora naczelnego Gościa Niedzielnego. Czasopismo to opublikowało bowiem szereg artykułów na temat apologii życia, którymi to artykułami p. Tysiąc poczuła się urażona.
Jak donoszą media p. Tysiąc proces wygrała i otrzyma 30 tysięcy odszkodowania.

Pierwsze stwierdzenie, które obraziło Alicję Tysiąc to to, że nie chciała ona swojego dziecka. A zatem terroryzowani przez aborcjonistów chrześcijanie winni teraz twierdzić i wyznawać, że aborcja jest wyrazem gorącego pragnienia, by dziecię przyszło na świat! Matka tak pragnie ujrzeć swoje dzieciątko, że przyspiesza wręcz zabiegiem aborcyjnym jego... jak by to powiedzieć... pojawienie się na tym świecie.

Dość tej hipokryzji! Oczywistą rzeczą jest, że ktoś, kto przerywa ciążę, nie chce dziecka. To jedno, a drugie to to, z jakiego powodu nie chce, aby dziecko się urodziło i żyło. Być może dlatego, że nie ma pieniędzy na utrzymanie, być może dlatego, że swoje własne życie ceni bardziej niż życie swojego dziecka i woli zabić je, by żyć samemu, a być może wierzy, że tak dla dziecka będzie lepiej. Nie wiem z jakiego powodu p. Tysiąc nie chciała, aby jej dziecko dalej żyło, fakt pozostaje faktem, że podjęła decyzję, aby to dziecko żyć przestało. Nie potępiamy p. Tysiąc, nie potępiamy też żadnego grzesznika na tym świecie, bo potępiać i sądzić będzie Bóg. Ale my chrześcijanie, będziemy zawsze mówić prawdę i nazywać rzeczy po imieniu.

Kolejna rzecz, jaka obraziła p. Tysiąc to stwierdzenie Gościa Niedzielnego, że otrzymała ona odszkodowanie za to, że nie pozwolono jej zabić swojego dziecka. Nie wiem, jak brzmiał pozew pani Tysiąc i jaka była sentencja wyroku. Fakt pozostaje faktem, pani Tysiąc chciała zabić swoje dziecko - być może ze smutkiem, być może z trudem, być może wywoływało to u niej ogromne rozterki i cierpienie. Nie zmienia to jednak faktu, że po analizie swojej sytuacji uznała, że lepiej, aby jej dziecko umarło, niż by ona miała ponieść jakąś szkodę, w tym przypadku utratę zdrowia lub życia. I żaden aborcyjny terrorysta nie zastraszy mnie, abym twierdził inaczej.

Ja wiem, że niektórzy chcą uspokoić swoje sumienie i nie chcą słuchać słów takich jak: zabić, morderstwo, zbrodnia itp. Woleliby byśmy posługiwali się eufemizmami i śmierć zastąpili słowem zaśnięcie, morderstwo eutanazją, zabicie dziecka aborcją albo lepiej przerwaniem ciąży (wszak tylko ciążę przerywają a z dzieckiem nic złego się nie dzieje!).
To sumienie nie zostanie jednak uspokojone. Na nas, chrześcijanach, ciąży obowiązek, aby uczyć i przypominać, co jest dobre, a co jest złe. Zabicie nienarodzonego dziecka jest złe, jest grzechem i obraża Boga!

Dzisiaj znów powraca temat bohaterstwa w wierze. Jeszcze żyją pastorzy, którzy przeszli ubeckie mordownie. Ich rodziny pozostawały bez środków do życia, a oni byli katowani w więzieniach. Kościół w Polsce cieszył się przez chwilę swobodą głoszenia Ewangelii, a dziś Bóg znów wzywa do odwagi w dawaniu świadectwa prawdzie. Ci bardziej bojaźliwi ulękną się pogróżek sądowych, grzywien, utraty pracy, a może nawet więzienia. Ale głęboko wierzę, że powstanie rzesza wiernych wyznawców, którzy mając przed oczami św. apostołów wołających "słuszna to rzecz słuchać raczej Boga niż ludzi", wytrwają w swoim postanowieniu.

Nikogo nie obrażamy, nikogo nie potępiamy, szanujemy każdego grzesznika, gdyż sami jesteśmy grzeszni i potrzebujemy zmiłowania Bożego. Od głoszenia prawdy i wiernego podążania za Chrystusem nie odwiedzie nas nikt. Non possumus!

2 komentarze:

  1. Masz rację - kto chciał przerwać ciążę, w oczywisty sposób dał do zrozumienia, że nie chce dziecka (niezależnie od powodów, które - oczywiście - mogą być bardziej lub mniej poważne). Ale ta pani nie chce prawdy - ona chce poklasku, szacunku i uznania dla swojej (oczywiście!) jedynie słusznej decyzji, do czego już przyzwyczaiły ją media i środowiska feministyczne. Oto ona - szara, zwykła, schorowana kobieta, stała się nagle bohaterką z pierwszych stron gazet. Któż by przepuścił taką okazję?
    www.cienistadolina.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Brawo za odwagę i za błyskotliwy tekst.

    OdpowiedzUsuń na zawsze