Na blogu pani Joanny Senyszyn, byłej działaczki komunistycznej, w chwili obecnej członkini SLD, wyczytałem recenzję podręcznika, który będzie pomagał w nauczaniu przedmiotu przygotowanie do życia w rodzinie. Pani Senyszyn pisze tak: Gimnazjaliści robiąc ćwiczenia dowiadują się, że „dążenie do zaspokojenia popędu seksualnego może przybrać formy zniekształcone, jak… homoseksualizm, biseksualizm, ekshibicjonizm, narcyzm, pedofilia, sadyzm, masochizm i in.” (ćwicz. Gim III-5, s.57). Autorzy do jednego wora wrzucają orientacje seksualne (homoseksualizm, biseksualizm), zaburzenia osobowości (narcyzm) i zaburzenia preferencji seksualnych (pozostałe wymienione). Mylą przestępstwa z chorobami, a choroby z popędem do tej samej płci. Są najwyraźniej niedokształceni, skoro nie wiedzą, że 17 maja 1990 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wykreśliła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Stwierdziła również, iż żadna orientacja seksualna (w tym homoseksualna) nie jest zaburzeniem.
A więc p. Senyszyn twierdzi, że podręcznik prezentuje nieaktualne dane, jako że Światowa Organizacja Zdrowia orzekła, że homoseksualizm nie jest chorobą, mimo to, że kiedyś twierdziła, że jest chorobą. Nie można bowiem czegoś z listy wykreślić, jeśli się wcześniej na tę listę nie wprowadziło. Czy ŚOZ może być w tej kwestii dla nas autorytetem? Kto nadał jej prawo do orzekania, co jest normalne, a co nie jest? Co jest grzechem, a co nie jest? Na jakiej podstawie ŚOZ może być autorytetem dla Jana Kowalskiego, i jaka siła spowoduje, że Jan Kowalski zgodzi się, aby uczono jego syna, że to wszystko jedno, czy będzie sobie szukał chłopca czy dziewczyny, i czy na pierwszej randce pocałuje Tomka albo Anię?
Ale my nie chcemy wierzyć ŚOZ, która składa się z komunistycznych aparatczyków podobnych do p. Senyszyn. Nie chcemy ufać pseudonaukowym autorytetom, bo wszyscy pamiętamy, że różni są jegomościowie w białych fartuchach. Jedne białe fartuchy ratowały życie, inne udowadniały wyższość rasy aryjskiej nad słowianami. Jedne białe fartuchy pomagały w chorobie, inne białe fartuchy zamykały działaczy opozycyjnych w psychuszkach z rozpoznaniem bezobiawowej schizofrenii. A zatem nie każdy biały fartuch może być dla nas ostatecznym autorytetem. Ostatecznym autorytetem jest dla nas Bóg.
Tenże Bóg przedstawił nam w swoim Słowie, Piśmie Świętym, co jest normalne, a co nie jest. I nikt nie ma prawa wykreślić niczego z tego "rejestru" albo coś do niego dodać. Ten "rejestr", Pismo Święte, jest trwały i uniwersalny dla wszystkich pokoleń. Jest on też najpewniejszym poradnikiem w sprawach wiary, życia i moralności, i nikt, kto oparł na nim swoje życie, nie zawiódł się.
PS I jeszcze jedno: niech homoseksualiści uczą sobie swoje własne dzieci, jak chcą! :) Od cudzych dzieci - wara!
2 paź 2009
Pocałunek na pierwszej randce? Dla mnie jednak ważne z kim.
Etykiety:
apologetyka,
homoseksualizm,
małżeństwo,
rodzina,
społeczeństwo,
tolerancja
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz