31 sie 2009

Żołnierz z przepustką do raju?

Pod moim wpisem ukazał się interesujący komentarz. Użytkownik {Yarpen} pisze: "Szkoda, że autor nie napisał słów Chrystusa na temat tego, co jest największą miłością, bo wtedy wyszło by, że chociaż ci żołnierze oddali życie za "doczesnosć", to jednak zyskali "w zamian" wieczność dla siebie."

Komentarz dotyczy mojego wpisu, który mówi, że służba ojczyźnie w jakimkolwiek zakresie jest pożyteczna, potrzebna i godna pochwały, ale... No właśnie, jest jedno małe "ale".

Największym problemem ludzkości nie jest niewola. Gdyby niewola była największym naszym problemem, Bóg zesłałby na świat rewolucjonistę. Największym problemem ludzkości nie jest bieda. Gdyby bieda była największym naszym problemem, Bóg zesłałby nam ekonomistę. Największym naszym problemem nie są też choroby. Gdyby tak było, Bóg bez wątpienia zesłałby nam lekarza.

Największym problemem człowieka jest grzech i jego konsekwencje w postaci wiecznego potępienia, i właśnie dlatego Bóg zesłał nam Zbawiciela!

Służba lekarzy, ekonimistów, policjantów i innych ludzi, którzy w dobrej wierze działają na rzecz narodu, jest pożyteczna. W pewnym zakresie rozwiązuje ona nasze problemy. Ale chociaż byśmy spotkali najlepszego lekarza, to nie uchroni on nas od śmierci, i chociaż by nie wiem jaki żołnierz nas bronił, to nie obroni nas on przed wiecznym potępieniem.

I dlatego najpilniejszą, najważniejszą i największą potrzebą każdego człowieka jest poznać Chrystusa, uwierzyć Mu, narodzić się na nowo, jak powiada Pismo. A ci, którzy głoszą Ewangelię, sprawują służbę o wiele bardziej potrzebną od tych, którzy służą doczesności, w której przyszło nam przez chwilę żyć.

I tutaj sprzeciw użytkownika {Yarpen}: "żołnierze oddali życie za "doczesnosć", to jednak zyskali "w zamian" wieczność dla siebie." O, nie jest to takie proste, jak wyobraża sobie {Yarpen}. Życia wiecznego nie zdobywa się na wojnie. Nie można go też kupić w supermarkecie, ani nawet wygrać na loterii. Jeśli ktoś chce zyskać wieczność dla siebie, musi spełnić warunki nie te, które jemu się wydają jako właściwe. Musi on spełnić warunki Boże.

A warunek Boży jest jeden - to święte Imię Pana Jezusa. Kto w niego wierzy, ma życie wieczne, a kto w Niego nie wierzy, nie ma życia wiecznego. I daremne są nasze jałomużny, nasze nocne czuwania, a nawet daremne jest oddanie życia za innych. Żaden z tych uczynków nie jest podstawą do zbawienia, żaden z nich nie jest biletem do wieczności.

Bez Jezusa nie ma zbawienia. Mam nadzieję, że niektórzy z tych żołnierzy, o których wspomniał {Yarpen} są teraz z Bogiem w niebie. Ale jaką mamy tego pewność? Sam fakt oddania życia za innych nie sprawił, że ludzie ci pozyskali wieczność dla siebie. Jeśli nawet niektórzy są w niebie, to nie przez wzgląd na własne dokonania, ale przez wzgląd na łaskę Bożą, którą mamy w Chrystusie.

Bohaterowie kiedyś i dziś.


Obejrzałem serial pt. Czas Honoru. Serial opowiada o żołnierzach AK - cichociemnych, którzy z narażeniem życia prowadzili walkę podziemną przeciwko niemieckiemu okupantowi. W filmie, który trzyma w napięciu, widzimy ofianość, bezinteresowność, odwagę i przede wszytkim ogromne poświęcenie ludzi, którzy chcą ocalić swój naród od zagłady.


Polska nie jest pierwszym krajem posiadającym bohaterów. W podręcznikach do historii uczymy się o Atenach, Sparcie, Cesarstwie Rzymskich - krajach, które dziś nie istnieją, a one też miały swych bohaterów, którzy za nie ginęli. Co chcę przez to powiedzieć. Chcę powiedzieć, że dzisiejsze Państwo, jakby ono nie było dla nas drogocenne, też kiedyś przestanie istnieć, a już z całą pewnością w chwili powrotu Chrystusa na ziemię. Dlatego bohaterowie, którzy oddawali życie, oddali je za rzeczywistość doczesną.


Pan Jezus jednak nauczał: "nie bójcie się tego, kto może zabić ciało, bójcie się raczej tego, który może unicestwić duszę." I dziś jesteśmy świadkami unicestwiania wielu dusz! Tylko bohaterów, którzy gotowi byliby się poświęcać za tę wieczną sprawę, mało. To niewiarygodne, jak wielu jest gotowych by walczyć o sprawy ziemskie, a jak niewielu, by walczyć o sprawy niebiańskie.


A ja dzisiaj ogłaszam, że Pan Jezus Chrystus prowadzi nie ustający nabór do niebiańskiego wojska i szuka chętnych, którzy gotowi są zostać bohaterami wiary. Ofiarni, bezinteresowni, odważni, gotowi poświęcić swój czas i pieniądze, by służyć Bogu i ludziom. Możesz dać wiele innym, ale przede wszystkim swojemu własnemu życiu nadasz wartość, która nie przeminie wraz z końcem twojej ziemskiej ojczyzny!

Systematyka chrześcijaństwa.

Spotkałem się z poglądem, który potraktować należałoby jako zarzut wygłoszony pod moim adresem, jakoby protestanci tworzyli tysiące odłamów, spierali się o doktrynę i przez stulecia nie byli w stanie ustalić wspólnego depozytu wiary, przeciwnie, jeszcze bardziej się rozdrobnili i poróżnili. Zarzut ten miał być ostatecznym argumentem na to, że protestantyzm jest religią fałszywą, w przeciwieństwie do katolicyzmu, który od dwóch tysiącleci niewzruszenie trwa w jedności.

Pogląd ten jest wygodny dla pewnych środowisk chrześcijańskich a bazuje na uproszczonym podziale chrześcijaństwa na katolicyzm, protestantyzm i prawosławie. Z tego punktu widzenia katolicy wrzucili do jednego worka wszystkich tych, których rozpoznają jako nie przynależących do wielkiej rodziny katolickiej. Pogląd ten jest uproszczony, bowiem nie oddaje faktycznego obrazu współczesnego chrześcijaństwa, oraz wygodny, bowiem wrzuca do jednego worka wszystkie niesklasyfikowane wyznania i wskazuje na nie jako na jedną rodzinę, która jest poróżniona i nie może dojść do wspólnego porozumienia. Jak na tacy mamy kolejny, choć fałszywy poprzez błąd logiczny, argument, jedynozbawczości i ortodoksyjności katolicyzmu.
Jednak równie dobrze zabieg taki mogłoby poczynić dowolne wyznanie chrześcijańskie, dajmy na ten przykład zmyślony na potrzeby tego artykułu Kościół Umiłowania Bożego Świętego Dnia Sobotniego, który podzieli chrześcijaństwo na Kościół Umiłowania oraz innych "lewowiernych", a następnie owych "lewowiernych", w tej liczbie katolików, prawosławnych i wszelkich protestantów, oskarży o brak jedności i wieczne waśnie, a także rozłam i tworzenie niezliczonych tysięcy wyznań. Kompletny absurd!

Dlatego wydaje się słuszne wyjaśnić raz na zawsze systematykę wyznań chrześcijańskich, która chociaż ułomna, bo stworzona przez człowieka, to jednak bardziej sprawiedliwa niż dotychczas używana.
---------------------------------------------------------------
Chrześcijan na świecie dzielimy na:

I. Chrześcijanie ewangeliczni

Zwani też czasem protestantami ewangelicznymi, a więc ci, którzy najwierniej i najpełniej przedstawiają i kultywują nauczanie i pobożność zawartą na karatach Pisma Świętego. Do tej grupy wierzących możemy zaliczyć chrześcijan różnych tradycji, między innymi baptystycznej.

II. Chrześcijanie poszukujący

Ci, którzy być może, dzięki łasce Bożej, z trudem, ale jednak, osiągną zbawienie, lecz swoje nauczania, oprócz tego, że na Biblii, opierają na naukach ludzkich, czasem zwodniczych. Do nich zaliczamy:
-- katolików
-- protestantów historycznych, na przykład luteran, anglikanów
-- prawosławnych
-- innych, na przykład adwentystów
---------------------------------------------------------------

Podział ten nie jest nowy ani oryginalny, choć nie ukrywam, że określenie chrześcijanie poszukujący jest mojego autorstwa.

Ale aby artykuł ten był pełny, to musimy podać kryteria, za pomocą których nadamy danej społeczności wiernych zaszczytne miano chrześcijan ewangelicznych.

Należy tutaj wymienić przede wszystkim:
- uznanie Nicejsko-Konstantynopolitańskiego wyznania wiary
- uznanie pięciu zasad reformacji, tzw. "Sola"
- chrzest wodny, udzielany osobom dojrzałym poprzez całkowite zanurzenie w wodzie
- kongregacjonalny ustrój zborów chrześcijańskich
- akceptacja konserwatywnych norm etycznych wyrażonych przez Pismo Święte, w szczególności:
--- Ochronę życia od poczęcia do naturalnej śmierci
--- Małżeństwo jako nierozerwalny związek kobiety i mężczyzny
--- Model rodziny oparty na tradycyjnych, biblijnych wartościach, w którym przewodnią rolę pełni mężczyzna
--- Przywództwo zboru sprawowane, zgodnie z biblijnymi standardami, przez mężczyzn, których duchowe, moralne i intelektualne kwalifikacje czynią zadość biblijnym wymogom
--- Cichy i spokojny sposób wyrażania swojej pobożności
--- Budowanie swojej wiary oraz pewności zbawienia na nieomylnym Słowie Bożym spisanym w Biblii, w przeciwieństwie do ulotnych odczuć, wizji i natchnień.

30 sie 2009

Blog Multimedialny - 2009.08.30

Jako że po wczorajszym kazaniu mp3 czujemy niedosyt, uznałem za słuszne, aby dzisiaj nieco jeszcze skubnąć z duchowego dobra. I tak, polecam dziś wam kazania kaznodziei, któego cenię sobie już od pewnego czasu. Posłuchajmy o współczuciu. Słowo modne,często używane w ostatnim czasie. A jakie jest jego właściwe znaczenie w świetle nauki biblijnej?

http://www.audio.protestanci.org/licznik.php?numer=223

Plik waży: 20 MB

Zanim pomyślisz o rozwodzie...


W kościołach ostatnio wykształciła się dziwaczna praktyka. Zamiast studiować tekst biblijny, a zastaną rzeczywistość dostosowywać do jego wymogów, postępuje się odwrotnie, to znaczy, bada się zastaną rzeczywistość, a następnie szuka fragmentów biblijnych mogących tę rzeczywistość usprawiedliwić.

Tak też rzecz się ma z rozwodami. Zjawisko, które jeszcze nie tak dawno w naszych kościołach nie występowało prawie, dziś staje się czymś coraz bardziej powszechnym, a wierni, którzy popadli w jakieś małżeńskie problemy, coraz częściej dopuszczają rozwód jako jeden z możliwych sposobów rozwiązania owych problemów.

W niektórych zborach spotkać możemy osoby trwające w drugim lub trzecim związku, kobiety posiadające dzieci od różnych mężczyzn, wreszcie sporą część osób żyjących w separacji. Gdyby ten stan utrzymywał się od wieków, rzeklibyśmy: „taka już bezbożna natura ludzka.” Ale nie. Jakkolwiek cudzołóstwo jest zjawiskiem starym, to jednak rozwód w Kościele Bożym zawsze był zjawiskiem incydentalnym, nie zaś powszechnym. Co zatem sprawiło, że moda światowa tak mocno zaczęła wpływać na styl życia i sposób postępowania naszych braci i sióstr? Przyczyn jest kilka, jedną z głównych jest niebiblijne nauczanie na temat małżeństwa i rozwodu.

Czego niektórzy uczą o rozwodzie?

Niektórzy tzw. nauczyciele Słowa Bożego, spotykając się w swej karierze z osobami żyjącymi w kolejnym małżeństwie, zaczęli głosić, że:
- jeśli np. mąż dopuścił się zdrady małżeńskiej, wtedy żona jest wolna i może zawrzeć związek małżeński.
- jeśli mąż jest nie wierzący, to żona może go opuścić i zawrzeć inny związek małżeński.
- jeśli ktoś ożenił się przed nawróceniem, to jego ślub jest nie ważny i może założyć nową rodzinę.
- jeśli rozwód i ponowne małżeństwo stało się faktem, a zwłaszcza jeśli owocem powtórnego małżeństwa są dzieci, wtedy nie należy niepokoić tych ludzi, bo i tak szkody nie da się naprawić.

Czego uczy Biblia na temat rozwodów?

W Piśmie Świętym znajdujemy szereg fragmentów, które pomagają nam zrozumieć istotę małżeństwo i poznać Boży pogląd na temat rozwodów. Po pierwsze dowiadujemy się, że rozwód jest zawsze złem i nie podoba się Bogu:

Pilnujcie się więc w waszym duchu i niech nikt nie będzie niewierny żonie swej młodości! (16) Gdyż kto jej nienawidzi i oddala ją - mówi Pan, Bóg Izraela - plami swoją szatę występkiem - mówi Pan Zastępów. Pilnujcie się więc w waszym duchu i nie bądźcie niewierni! (Mal 2,15b-16).

Uczynek polegający na opuszczeniu żony lub męża w Ewagnelii wg św. Mateusza jest nazwany po imieniu. Według naszego Pana, Jezusa Chrystusa, jest to po prostu cudzołóstwo:

(31) Powiedziano też: Ktokolwiek by opuścił żonę swoją, niech jej da list rozwodowy. (32) A Ja wam powiadam, że każdy, kto opuszcza żonę swoją, wyjąwszy powód wszeteczeństwa, prowadzi ją do cudzołóstwa, a kto by opuszczoną poślubił, cudzołoży. (Mt 5,31-32)

Jedyną okolicznością, w której można przymknąć oko na rozwód jest fizyczna zdrada jednego z małżonków. Rozwód dalej jest złem, dalej nie jest wolą Bożą, ale Bóg przyzwala niejako na opuszczenie współmałżonka, jeśli ten współżył w kimś innym i złamał fizyczną jedność małżeństwa.

Czy fakt ten oznacza, że małżonek zdradzony jest wolny do zawarcia kolejnego związku małżeńskiego? Na to pytanie odnajdujemy odpowiedź w Liście św. Pawła:

(10) Tym zaś, którzy żyją w stanie małżeńskim, nakazuję nie ja, lecz Pan, ażeby żona męża nie opuszczała, (11) a jeśliby opuściła, niech pozostanie niezamężna albo niech się z mężem pojedna; niech też mąż z żoną się nie rozwodzi. (I Kor 7,10-11)

Ponownie odnajdujemy konfirmację poglądu, że rozwód nie jest wolą Bożą. Paweł pisze: „[Pan nakazuje], ażeby żona męża nie opuszczała.” Jeśli, z przyczyn opisanych powyżej, to znaczy z powodu cudzołóstwa współmałżonka lub jego odejścia na własne życzenie, człowiek pozostaje sam, winien żyć w samotności do końca życia: „niech pozostanie niezamężna albo niech się z mężem pojedna.” Wypowiedź św. Pawła wieńczy stwierdzenie, że dotyczy to również mężczyzn.

Cóż począć?

Co począć jednak, jeśli współmałżonek jest bezbożną kanalią, która skutecznie zatruwa nam życie? Co począć, jeśli nasze uczucie dawno już wygasło, a w małżeństwie trwamy z przyzwyczajenia? Co zrobić, jeśli nasze pożycie małżeńskie odbiega drastycznie od romantycznych historii opowiadanych w kinie?

Drogi czytelniku, miłość nie jest tylko uczuciem. Miłość to zobowiązanie, które wziąłeś na siebie wobec drugiego człowieka, wiążąc się z nim na całe życie. Jeśli związałeś się, twoim zdaniem, z niewłaściwą osobą, być może Bóg chce użyć tej sytuacji do kształtowania twojego charakteru lub użyć cię w planie zbawienia twojego małżonka.

Jeśli jednak rozwód stał się faktem, powinieneś podjąć decyzję trwania w samotności do końca życia: „niech pozostanie niezamężna albo niech się z mężem pojedna.” Amen.

Sprawdź, za co trafisz do więzienia!


Każdy ustrój totalitarny posiadał narzędzia, aby wsadzać niewinnych ludzi do więzienia i w ten sposób eliminować niewygodne dla siebie jednostki. Zwykle było to jakieś określenie-łatka, którą bez podania przyczyn i argumentów można było przypiąć swojemu wrogowi i w ten sposób na trwałe usunąć go z życia społecznego.

W hitlerowskich Niemczech było to określenie "Żyd", w sowieckiej Rosji "burżuj" lub "kułak", w peerelowskiej Polsce lat 50-tych "reakcjonista". W budzącym się totalitaryzmie eurosocjalistycznej Unii takim słowem staje się "antysemita" oraz "homofob".

Kampania Przeciw Homofobii skierowała do Ministerstwa Sprawiedliwości list z projektem zmian w kodeksie karnym. W związku ze zmianami w Polsce zaczęłyby być karalne groźby, przemoc i mowa nienawiści stosowana wobec osób ze względu na ich orientację seksualną lub tożsamość płciową.

Szczególnie interesująca jest chęć karania mowy nienawiści. Czym ona jest? Co należy zrobić, aby podpaść pod ten paragraf? I tutaj z pomocą przychodzi nam Kampania Przeciw Homofobii. Opracowała ona bowiem raport o homofobicznej mowie nienawiści w Polsce, który jest załącznikiem do wyżej wspomnianego listu. Raport podaje następujące stwierdzenia, jako przykład mowy nienawiści, która winna być karana:

- "Dziecko rozwija się naprawdę dobrze i harmonijnie tylko wtedy, gdy ma ojca i matkę" - wypowiedź J. Gowina.
- Przyjęcie Karty Praw Podstawowych wymusi na Polsce akceptację małżeństw homoseksualnych" - J. Kaczyński.

Pamiętaj: w nowym porządku prawnym, jeśli stwierdzisz, że dziecko powinno mieć ojca i matkę, trafisz za kratki!

Kim jest Benny Hinn?

Benny Hinn jest kanadyjskim kaznodzieją, który utrzymuje, że posiada dar uzdrawiania chorych. Organizuje zatem na całym świecie seanse uzdrowieńcze. Zajmuje się również nauczaniem, które w jego mniemaniu jest oparte na Piśmie Świętym.

Hinn wzbudza kontrowersje. Przez jednych jest uważany za proroka i męża bożego, przez innych za oszusta i szarlatana. Wytyka mu się wystawny tryb życia oraz wyłudzanie pieniędzy od ubogich, zaś jego nauczania uważa za odstępcze.

Ale my nie powinniśmy opierać naszego stosunku do człowieka na domysłach. Uważam, że najlepszym sposobem wyrobienia sobie poglądów jest zapoznanie się z artykułami Pana Hinn i konfrontacja poglądów w nich zawartych z Pismem Świętym. Na początek wziąłem do ręki artykuł „Abundance in Obedience”, co tłumaczy się „Obfitość w posłuszeństwie.”

Artykuł zaczyna się od stwierdzenia, że Bóg ma nieprawdopodobne zasoby wszelakich łask i darów, i chętnie udziela ich każdemu, kto jest gotowy na ich przyjęcie.

W kolejnym akapicie Hinn stwierdza, że aby owe błogosławieństwa mogły się na nas wylać, winniśmy całkowitą ufność położyć w Bogu. I właśnie teraz pada bardzo ważkie stwierdzenie: „Obfitość jest automatycznym produktem ubocznym naszego posłuszeństwa w stosunku do Pana.” Obfitość jest tutaj rozumiana nie jako obfitość dóbr duchowych, ale jako obfitość dóbr materialnych. Hinn twierdzi, że jeśli ktoś jest pobożny, szuka Boga a nie bogactw, stara się być Bogu posłusznym we wszystkim, to z całą pewnością człowiek taki zostanie obdarzony materialnym błogosławieństwem, i jest to proces automatyczny.

Już na tym etapie orientujemy się, że teoria ta jest nieprawdziwa i szkodliwa. Kiedy bowiem śledzimy historię pobożnych ludzi na kartach Pisma Świętego, zauważamy, że większość z nich żyła skromnie, a nawet cierpiała niedostatek. Przykładem jest tutaj na przykład św. Paweł. Również apostołowie powiadają w Dziejach Apostolskich „złota i srebra nam brak”. Czy zatem Bóg nagradza ludzi pobożnych bogactwem, zaś każdy biedak jest bezbożnikiem? Odpowiedź jest jasna jak słońce: nie!

Czy taniec jest grzechem?


Pod jednym z moich artykułów wywiązała się dziwaczna dyskusja, która dotyczyła... tańca. Czy wolno tańczyć chrześcijanom? Czy taniec jest grzechem? Czy każdy taniec jest dobry? Na te pytania chciałbym odpowiedzieć dzisiaj.

Zacznijmy od tego, że poprzez taniec rozumiemy ruchy ciała wykonywane w rytm muzyki. Zwyczaj ten był już znany w prehistorii. Zmieniał się sposób tańczenia, zmieniała się również muzyka oraz cel, w jakim ludzie tańczyli.

Taniec sam w sobie nie jest dobry, ani zły. To, jak go ocenimy zależy od wielu czynników, między innymi od celu, w jakim jest wykonywany, od sposobu w jaki jest wykonywany oraz od muzyki, przy której ludzie tańczą.

Po pierwsze: cel tańca.
W Piśmie Świętym jest opisany taniec kultowy, wykonywany ku czci Bożej. Czytamy w nim:
Tańczył też Dawid z całej siły przed Panem, odziany zaś był w lniany efod. (2Sm 6, 14)

Taki taniec, przy zachowaniu odpowiednich proporcji i wykonywany we właściwej stylistyce, jest dobry i podoba się Bogu. Niestety ludzie tańczą również w innym celu, nie tylko, aby wychwalać Boga. Przykładem może być taniec tancerki erotycznej, wykonywany w celu wywołania podniecenia seksualnego wśród widzów, a co za tym idzie, zdobycia korzyści finansowych. Ten taniec jest zły i grzeszny. A zatem, zamim będziemy tańczyć lub oglądać taniec, musimy się zastanowić, w jakim celu to robimy.

Po drugie: sposób tańczenia.
Tańce są różne. Do dzisiaj ortodoksyjni żydzi wykonują swoje tańce. W jednej sali zbierają się mężczyźni, radośnie podskakują, tańczą w korowodzie. Temu tańcowi trudno cokolwiek zarzucić. Ale spójrzmy na inny taniec: wyłuzdany, pełen zmysłowości, światowych póz, erotycznych konotacji. Taniec eksponujący ciało, odsłaniający je, wystawiający na publiczny pokaz. Spójrzmy, co św. Paweł pisze o sposobie zachowywania się w duchu chrześcijańskim:
Podobnie kobiety powinny mieć ubiór przyzwoity, występować skromnie i powściągliwie. (1Tm 2, 9)

Przyzwoity ubiór, zasłaniający ciało, skromność i powściągliwość, nie mają nic wspólnego z tańcami latynoskimi, buchającymi demoniczną zmysłowością.

Po trzecie: muzyka.
Muzyka jest tworem Bożym. Jak całe stworzenie została zdegradowana wraz z przyjściem grzechu na świat. Od tej pory może służyć uwielbieniu Boga, może też być narzędziem szatana. Muzyka, która bluźni Bogu, promuje rozwiązłość, niewierność małżeńską, przygodne związki damsko-męskie, światowe miłostki, nie może być podkładem tańca chrześcijańskiego. Podobnie wulgarne słowa, a także skandalizujący sposób zachowania się współczesnych gwiazd muzyki popularnej, dyskwalifikują większość gatunków muzyki świeckiej.

W praktyce, w naszej kulturze, trudno spotkać taniec, który odpowiadałby Bożym standardom. Postulowałbym zatem, aby chrześcijanin powstrzymywał się od tańca w ogóle.

Na moim blogu, niejaki {Yarpen} podaje między innymi takie zarzuty przedstawionemu powyżej sposobowi rozumowania:

{Yarpen} pisze: Jeżeli ktoś więc tańczy i chwali Boga za ten taniec, to nie ma znaczenia, czy jest on pod muzykę Madonny czy Kultu, bowiem "czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszytko na chwałę Boga czyńcie.


Jak widzimy, został poddany w wątpliwość argument trzeci, a zatem rodzaj muzyki. Czytelnik bloga uważa, że liczy się intencja tańczącego i nie ma znaczenia, czy tańczy się przy muzyce czystej i pobożnej, czy też za podkład tańca wybierze się muzykę bezbożną. Zastanówmy się zatem, czy wypada, aby tańczyć na chwałę Bogu, jeśli w trakcie piosenki padają wulgarne słowa, jak to często ma miejsce w utworach wykonywanych przez zespół Kult? Czy Bóg, który zakazał wypowiadania wulgarnych słów, przyjmie taniec takimi słowami przepełniony? Wydaje mi się, że nie.


Czytelnik uzasadnia swój wywód parafrazą fragmentu listów św. Pawła: czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszytko na chwałę Boga czyńcie. Problem w tym, że niektórych czynności nie da się wykonać na chwałę Boga, na przykłąd nie da się zabić brata w wierze, aby wychalić Boga, nie można też praktykować prostytucji w celach modlitewnych. Oczywiste jest zatem, że św. Paweł mówiąc czy cokolwiek innego czynicie ma na myśli rzeczy dobre, a nie złe.

Dalej {Yarpen} zadaje pytanie: Rozstrzygnij w swym sumieniu, czy Twój sprzeciw przeciwko tańcowi nie wynika wyłącznie z tego, że jakieś zespoły Ci się nie podobają.

Otóż walory estetyczne nie są tutaj ostatecznym kryterium. Jak widać wymieniłem trzy kryteria oceny moralnej muzyki i tańca, i wartość estetyczna się wśród tych kryteriów nie pojawiła. Niektórzy wykonawny, na ten przykład zmarły niedawno Michael Jackson, doprowadzili swój warsztat do doskonałości. Mój sprzeciw nie wynika zatem z tego, że „jakieś zespoły mi się nie podobają”. Ocena moja nie jest subiektywna tylko obiektywna: zespoły nie są złe, ponieważ mi się nie podobają, ale nie podobają mi się one, ponieważ są złe. Zło i dobro jest czymś absolutnym i istnieje poza naszym sumieniem. Piosenka, która opowiada o miłości konkubenckiej i przedstawia ją w pozytywnym świetle, jest zła bez względu na naszą ocenę czy też walory artystyczne wykonawcy.

Jeszcze raz przytoczmy wypowiedź św. Pawła wszystko na chwałę Boga czyńcie. Właśnie! Wśród naszych postępków winny znaleźć się tylko te, które przynoszą Bogu chwałe. Wszystko pozostałe, w tym bezbożny taniec, winno być wykorzenione, jako szkodliwe.

29 sie 2009

Blog multimedialny - 2009.08.29

Zapraszam do wysłuchania wykładu p. M. Wicharego: Przygotuj się na przyjście Jezusa.

http://www.protestanci.org/files/audio15.mp3

Waga: 17 MB.

28 sie 2009

Unieważnienie małżeństwa.


Słusznie Pan Jezus gromi tych, którzy ludzkie przykazania zachowują, a znoszą Boże.

Nauka Boża jest następująca: rozwód jest dozwolony pod pewnymi warunkami. Warunki te to zdrada małżonka lub jego sprzeciw wobec naszej wiary.

Kościół katolicki znosi naukę biblijną, mówiąc, że rozwód jest niedozwolony. Na jej miejsce ustanawia nową naukę o tzw. unieważnieniu małżeństwa ( stwierdzeniu, że zostało zawarte nieważnie nawet w sytuacji, gdy zostało skonsumowane), które może się dokonać z tak błahych powodów, że nawet najbardziej liberali protestanci się krzywią. Powodem tym może być niedojrzałość małżonka, jego nadmierna uległość wobec rodziców, zawarcie małżeństwa pod presją społeczną (sic!), i wiele innych.

Stwierdzenie, że coś nigdy nie było zawarte ważnie jest potrzebne. Na przykład na Śląsku w latach 50 ubiegłego wieku był przypadek, gdzie urodziło się dziecko bez wykształconych narządów płciowych. Rodzice, ludzie prości, uznali że to dziewczynka. Ubierali dziecko jak dziewczynka, zostało ochrzczone i nadano mu imię Maria. Kiedy osiągnęło pełnioletność, wydali Marysię za mąż.

A tu w noc poślubną zonk! Nie było jak skonsumować małżeństwa, bo Marysia była chłopcem, tyle że niepełnosprawnym. Tutaj małżeństwo nigdy nie zaistniało i trzeba było ogłosić jego nieważność.

Co innego, kiedy ktoś się ożenił, skonsumował swoje małżeństwo, a po roku idzie do Kościoła i mówi: "mamusia mi kazała się ożenić". Sąd po "wnikliwym" rozpatrzeniu sprawy ogłasza, że małżeństwo nieważne! To bezbożna praktyka, obliczona na chwilowy poklask.

Ostatnio nawet czytałem wezwanie Benedykta XVI do sądów kościelnych, które im przypomina, czym uznanie nieważności jest w istocie i powiada, że instytucja ta, stworzona na wyjątkowe okoliczności, jest obecnie nadużywana.

27 sie 2009

Zbór to rodzina, a rodziny się nie wybiera.

Widziałem niejedną grupę biblijną, niejeden zbór i niejedną społeczność, która narodziła się, trwała a potem się rozpadła.
Przyczyny rozpadu były różne. Nadzwyczaj często przyczyną rozpadu jest zmiana lidera grupy, innym razem jakaś reorganizacja, a czasem się zdarza, że zmiana śpiewnika!

Tutaj należy zapytać: na czym budujemy naszą wiarę i jedność? Jeśli na Chrystusie, to dlaczego po zmianie lidera, niektórzy rezygnują z uczestnictwa? Przecież Chrystus jest ciągle ten sam!

Oto ciekawa wypowiedź pastora M. Wicharego:
„Zasadnicze znaczenie, ma odpowiedź na pytanie CO nas łączy. Aby to zilustrować, posłużę się przykładem rodziny. Tej naszej zwykłej, ziemskiej. Co możemy o niej powiedzieć? Po pierwsze, rodziny się nie wybiera. W rodzinie jest wspaniały dziadek Sławek i cudowna kuzynka Zuzia, fajny i kochany brat Jacek, ale i wujek Olek, który jest średnio sympatyczny, zrzędliwa ciocia Wiesia, przygłucha babcia Józia, chaotyczny i ciągle problemowy stryjek Stefan, prymitywny kuzyn Ambroży, głupkowata kuzynka Alicja, itd. Jednak, wszyscy trzymamy się w kupie. Dlaczego? Bo jesteśmy rodziną. Możemy lubić się mniej lub bardziej, ale mamy mocne przekonanie, że należy sobie pomagać. Należy, kiedy trzeba, stawać murem. Całkiem możliwe nawet, że gdyby nie te więzy fizycznej krwi, nie mielibyśmy ze sobą nic wspólnego. Może nawet nie chcielibyśmy się znać. Ale skoro jesteśmy rodziną, więc trzymamy się razem.
Podobnie sprawa ma się ze zborem. Zboru również się nie wybiera. To Bóg nas wszczepia do zboru. Zboru, w którym są już, niezależnie od naszej woli osoby, z którymi może czasem mamy średnią ochotę przebywać. Czasem denerwujące, głupie, uparte, zrzędliwe. Ale, to nasza rodzina duchowa. Nasi bracia i siostry. Czy wytrzymujemy zrzędzenie fizycznego brata? Czy odwrócimy się na pięcie i powiemy: spadaj, bo mam ciebie dość? Mam nadzieję, że nie, bo to oznacza, że jesteśmy gorsi od niewierzących (1Tm 5:8)!”

My jesteśmy dziećmi Bożymi, a nie klientami zboru. Jako dzieci Boże podporządkowujemy się woli Boga i idziemy tam, dokąd On nas pośle. Nasze sympatie, antypatie, rodzaj ulubionej muzyki i inne błahostki, które są namiętnością tego świata, nie powinny nas interesować.

26 sie 2009

Wycisz się.

Panie, nie wywyższa się serce moje I nie wynoszą się oczy moje; Ani nie chodzi mi o rzeczy zbyt wielkie I zbyt cudowne dla mnie. (Ps 131,1)

W kulturze, w której żyjemy liczy się widzalny rezultat. Ktoś kto w życiu nie ma widzialnego dorobku, nie ma też poważania wśród innych ludzi. Dlatego zabiegamy o awans społeczny, zawodowy, staramy się „coś w życiu osiągnąć.”

Te pragnienia przenoszą się również do życia duchowego. Pastor zboru chciałby mieć zbór silny i liczny. Ewangelista chciałby przyprowadzać ludzi setkami lub tysiącami do wiary. Muzyk chciałby, aby jego pieśni wpływały na życie wielu ludzi. Nikt z nich, nikt z nas, nie chce żyć w pogardzie i zapomnieniu. Nikt z nas nie chciałoby, aby nasze życie przeszło bez echa, nie pozostawiwszy owocu, i to widzialnego.

Czasami nasze pragnienia są nieumiarkowane, zwłaszcza kiedy podziwiamy życie i wiarę szczególnych mężów Bożych. Stawiali oni czoła niezwykłym wyzwaniom, przemawiali do tłumów, są wspominani i podziwiani do dziś. Bez wątpienia niemal każdy młody chrześcijanin marzył, aby być używanym przez Boga w sposób nadzwyczajny, przyprowadzić do Chrystusa tłumy, stać się narzędziem duchowego przebudzenia. Te pragnienia, choć z gruntu nie są złe, to jednak mogą być źródłem wielu rozczarowań. Czas biegnie, a w życiu zamiast cudownych doznać, tylko rozczarowania, gorycz i bezowocność.

Król Dawid, który jest autorem powyższego Psalmu pisze, że nie pragnie rzeczy wielkich i cudownych dla siebie. Przeciwnie, znalazł on ukojenie i uciszenie w Bożych ramionach. W dalszej części psalmu czytamy:

Zaiste, uciszyłem i uspokoiłem mą duszę; Jak dziecię odstawione od piersi u swej matki, Tak we mnie spokojna jest dusza moja. (Ps 131,2)

Jestem przekonany, że Bóg chce, abym zrzucił z siebie presję widzialnego owocu. Mam zadowolić się losem, który Bóg mi przeznaczył. Mam wyciszyć się jak dziecię odstawione od piersi u swej matki. Moja dusza jest spokojna. W tym spokoju i wyciszeniu, będąc blisko mojego Pana, Jezusa Chrystusa, chcę służyć dobrym słowem i pomocą wszystkim, którzy tego potrzebują. Nic więcej.

Kto powinien zarządzać zborem?

Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, umiarkowany, przyzwoity, gościnny, dobry nauczyciel, nie oddający się pijaństwu, nie zadzierzysty, lecz łagodny, nie swarliwy, nie chciwy na grosz, który by własnym domem dobrze zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości, bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży? Nie może to być dopiero co nawrócony, gdyż mógłby wzbić się w pychę i popaść w potępienie diabelskie. A powinien też cieszyć się dobrym imieniem u tych, którzy do nas nie należą, aby nie narazić się na zarzuty i nie popaść w sidła diabelskie. Również diakoni mają być uczciwi. (1TM 3,2-8a)

Żyjemy w społeczeństwie i jako społeczność wiernych musimy się organizować. Dlatego też każdy zbór (czyli parafia) musi mieć swój zarząd. Przyjęło się ostatnia powoływać do życia liderów, cokolwiek to słowo miałoby oznaczać, dalej rady zborowe, rady parafialne i inne podmioty, które mają w jakiś sposób polepszyć jakość życia zborowego. Kryteria rekrutacji owych liderów i rad zborowych jest dowolna.

Nie tak jednak poucza nas Pismo.

Zarząd zboru, zgodnie z nauką Pisma Świętego, winien składać się z dwóch grup ludzi:
- grupa pierwsza, która stoi na czele zboru i nim zawiaduje to starsi, nazywani niekiedy w Biblii biskupami.
- grupa druga, która stanowi pomoc i wsparcie dla starszych, to diakoni, czyli pomocnicy.

W każdym zborze powinien być przynajmniej jeden starszy zboru (prezbiter, biskup, pastor), ale może być ich więcej. Św. Paweł uczy nas, że musi to być mężczyzna, żonaty, kawaler lub wdowiec, w każdym razie nie rozwodnik. Jego życie rodzinne winno być uporządkowane, a rodzina winna świecić przykładem. Powinien cechować się wysoką kulturą osobistą i wykształceniem, które umożliwi mu sprawowanie swoich funkcji w zborze, przede wszystkim funkcji nauczyciela Słowa Bożego. Powinien posiadać odpowiedni staż wiary i przynależności do Kościoła, a także cieszyć się dobrą opinią w społeczeństwie, na przykład w miejscu swojej pracy.

Starszy zboru może wyjść z inicjatywą, aby dokonano wyboru jego pomocników – diakonów. Diakonem może zostać kobieta lub mężczyzna, którzy są uczciwi, mają uporządkowane życie rodzinne, cieszą się dobrą opinią w społeczeństwie, w szczególności nie mogą nadużywać alkoholu. Wymagania wobec diakonów są jednak dużo mniejsze, na ten przykład diakon nie musi posiadać umiejętności nauczania i wystąpień publicznych.

W świetle Bożego Słowa nie widzę możliwości mianowania w zborze liderów, jako że słowo to jest zbyt pojemne. Nie wiadomo, jakie kryteria powinien lider spełniać i jakie uprawnienia posiadać. W praktyce mianuje się lidera młodzieżowego, który ma nieograniczony wpływ na wiarę i duchowość młodzieży w zborze, przy czym lider ten jest zwykle osobą niezwykle młodą, bez doświadczenia życiowego, przygotowania biblijnego i stosownej dojrzałości.

I jeszcze jedno: ryba psuje się od głowy. Jeśli struktura zboru lub parafii odbiega od norm bilijnych, albo jeśli zarząd zboru sprawują osoby bez stosownych kwalifikacji duchowych, moralnych i intelektualnych, to wtedy należy się spodziewać rychłych problemów w życiu zboru, to wtedy należy się spodziewać rychłych problemów w życiu zboru.

Witaj

Jesteśmy częścią portalu Protestanci.org. Nasz blog, początkowo w systemie Onetu, wystartował w styczniu 2009 r. Ponieważ systemem ten nie spełnia do końca moich oczekiwać, w ramach testów tworzymy lustrzane odbicie tutaj. Jeśli pomysł okaże się trafiony, wtedy zaczniemy publikować swoje posty wyłącznie w tym systemie.

Zapraszam was wszystkich do regularnej lektury.