9 paź 2009

Nie tylko Bóg błogosławi swoim dzieciom...

W Gazecie Wyborczej przeczytałem o mężczyźnie, który za pomocą wykrywacza metalu znalazł skarb. Oto, co powiedział ten człowiek: Mam takie powiedzenie, które powtarzam sobie chodząc z wykrywaczem - opowiada szczęśliwy znalazca - "Duchy przeszłości zabierzcie mnie tam, gdzie znajdę monety". Ale tamtym razem nie wiem dlaczego zmieniłem słowo "monety" na "złoto"". Ktoś mnie wysłuchał i dlatego znalazłem ten skarb. - dodaje Herbert.

Jak widać, w życiu doczesnym nie tylko Bóg może pobłogosławić swoim dzieciom. Również szatan obdarowywuje, głównie pieniędzmi oraz sławą. Znane są z resztą przypadki gwiazd muzyki rozrywkowej, które zaprzysięgły swoją duszę diabłu i dzięki temu stały się sławne i bogate.
Przypominam jednak słowa naszego Pana, Jezusa Chrystusa: Cóż to człowiekowi pomoże, choć by cały świat pozyskał, a na duszy swojej poniósł szkodę?

Zwróć uwagę na fakt, drogi czytelniku, że diabeł jest panem zazdrosnym i nie lubi tracić swoich zdobyczy. Jeśli w tym życiu poprosisz szatana o błogosławieństwo, to spotkasz się z nim w życiu przyszłym, a on odbieże, co jego z procentem.

7 paź 2009

Eurosocjalizm? Damy radę!


Jak wiadomo, Komisja Europejska wprowadziła zakaz produkcji i sprzedaży żarówek tradycyjnych o mocy 100 Watt lub wyższej. Na szczęście nasz naród wyćwiczony w życiu w trudnych warunkach i wśród paraliżujących normalne życie przepisach prawnych, umie sobie poradzić również i z KE.


Przeżyliśmy zabory, faszyzm, komunizm - przeżyjemy też eurosocjalizm!


Z resztą dawne bimbrownie albo zagrody, w których za Niemca i Ruska potajemnie były hodowane świniaki, można przerobić na małe manufaktury żarówek :)

5 paź 2009

Dlaczego kobiety tak zaciekle bronią się przed równouprawnieniem?


Wyczytałem wyjątkowo interesujący wpis na blogu p. Joanny Senyszyn, byłej działaczki PZPR, obecnie europosła: Kobiet jest w Parlamencie Europejskim 35 proc. Za dużo, żeby nas nie zauważać. Za mało, żebyśmy miały najważniejsze stanowiska. Jesteśmy więc, a jakby nas nie było. Podziału łupów dokonują mężczyźni. Jednym słowem - polska norma.

Jak widać p. Senyszyn ubolewa nad tym, że kobiety nie okupują jeszcze większości, a przynajmniej połowy foteli w polskim i europejskim parlamencie. Zapewne, w głowie pani posłanki, roi się myśl, że przyczyną, podobnie jak każdego innego zła, i w tym przypadku jest męski szowinizm. Należałoby przy tym powołać pewnie jeszcze jedną komisję do spraw równouprawnienia kobiet i mężczyzn, a przy tym stworzyć parę urzędów dla swoich "asystentów". Ach ci mężczyźni!

Ale zaraz! Chwileczkę! Oto naszła mnie myśl nowa, która swemi blaskami opromieni być może nawet panią Senyszyn! Kto w Polsce ma prawa wyborcze? Kto decyduje o tym, że w parlamencie zasiadają w większości mężczyźni? Czyżbyśmy zapomnieli, że w naszym kraju, podobnie jak w całej Europie, prawa wyborcze mają również kobiety? A, jeśli przeglądam rocznik statystyczny, to wychodzi czarne na białym: kobiet jest więcej!

Spadłem z krzesła. Podnoszę się mozolnie i przystępuję do dalszego pisania, choć boli mnie ramię. Czy to oznacza, że w dzień wyborów mężowie zamykają swoje żony w komórkach a na wybory idą sami? O tak, to chyba najbardziej prawdopodobna hipoteza. Należałoby powołać urząd, który zapewni kobietom dostęp do urn wyborczych w dzień wyborów. A najlepiej wprowadzić przepis, który uczyni pójście na wybory obowiązkowym dla kobiet. I jeszcze jedno: przy urnie należy postawić komisję, która będzie przeglądać karty wyborcze przed ich wrzuceniem. Jeśli jakaś kobieta zagłosuje na mężczyznę, wtedy jej męża należy wsadzić do więzienia za psychologiczne wymuszenie na żonie preferencji politycznych.

A może jednak kobiety, z jakichś dziwnych powodów wolą, aby to mężczyźni nimi rządzili? Ale o tym ciiiiiichooooo! Bo przyjdzie pani Senyszyn i zamknie nas w psychuszce... Wszak tylko chory na bezobjawową schizofrenię mógłby uznać coś takiego za prawdę.

3 paź 2009

Blog multimedialny - 2009.10.03

O prawdziwych wyborach posłuchamy dzisiaj w kazaniu pastora Biernackiego, pt. Dopiero dzisiaj naprawdę wybierasz:

http://www.audio.protestanci.org/licznik.php?numer=226

Waga 19 MB

2 paź 2009

Pocałunek na pierwszej randce? Dla mnie jednak ważne z kim.

Na blogu pani Joanny Senyszyn, byłej działaczki komunistycznej, w chwili obecnej członkini SLD, wyczytałem recenzję podręcznika, który będzie pomagał w nauczaniu przedmiotu przygotowanie do życia w rodzinie. Pani Senyszyn pisze tak: Gimnazjaliści robiąc ćwiczenia dowiadują się, że „dążenie do zaspokojenia popędu seksualnego może przybrać formy zniekształcone, jak… homoseksualizm, biseksualizm, ekshibicjonizm, narcyzm, pedofilia, sadyzm, masochizm i in.” (ćwicz. Gim III-5, s.57). Autorzy do jednego wora wrzucają orientacje seksualne (homoseksualizm, biseksualizm), zaburzenia osobowości (narcyzm) i zaburzenia preferencji seksualnych (pozostałe wymienione). Mylą przestępstwa z chorobami, a choroby z popędem do tej samej płci. Są najwyraźniej niedokształceni, skoro nie wiedzą, że 17 maja 1990 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wykreśliła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Stwierdziła również, iż żadna orientacja seksualna (w tym homoseksualna) nie jest zaburzeniem.

A więc p. Senyszyn twierdzi, że podręcznik prezentuje nieaktualne dane, jako że Światowa Organizacja Zdrowia orzekła, że homoseksualizm nie jest chorobą, mimo to, że kiedyś twierdziła, że jest chorobą. Nie można bowiem czegoś z listy wykreślić, jeśli się wcześniej na tę listę nie wprowadziło. Czy ŚOZ może być w tej kwestii dla nas autorytetem? Kto nadał jej prawo do orzekania, co jest normalne, a co nie jest? Co jest grzechem, a co nie jest? Na jakiej podstawie ŚOZ może być autorytetem dla Jana Kowalskiego, i jaka siła spowoduje, że Jan Kowalski zgodzi się, aby uczono jego syna, że to wszystko jedno, czy będzie sobie szukał chłopca czy dziewczyny, i czy na pierwszej randce pocałuje Tomka albo Anię?

Ale my nie chcemy wierzyć ŚOZ, która składa się z komunistycznych aparatczyków podobnych do p. Senyszyn. Nie chcemy ufać pseudonaukowym autorytetom, bo wszyscy pamiętamy, że różni są jegomościowie w białych fartuchach. Jedne białe fartuchy ratowały życie, inne udowadniały wyższość rasy aryjskiej nad słowianami. Jedne białe fartuchy pomagały w chorobie, inne białe fartuchy zamykały działaczy opozycyjnych w psychuszkach z rozpoznaniem bezobiawowej schizofrenii. A zatem nie każdy biały fartuch może być dla nas ostatecznym autorytetem. Ostatecznym autorytetem jest dla nas Bóg.

Tenże Bóg przedstawił nam w swoim Słowie, Piśmie Świętym, co jest normalne, a co nie jest. I nikt nie ma prawa wykreślić niczego z tego "rejestru" albo coś do niego dodać. Ten "rejestr", Pismo Święte, jest trwały i uniwersalny dla wszystkich pokoleń. Jest on też najpewniejszym poradnikiem w sprawach wiary, życia i moralności, i nikt, kto oparł na nim swoje życie, nie zawiódł się.

PS I jeszcze jedno: niech homoseksualiści uczą sobie swoje własne dzieci, jak chcą! :) Od cudzych dzieci - wara!