5 paź 2009

Dlaczego kobiety tak zaciekle bronią się przed równouprawnieniem?


Wyczytałem wyjątkowo interesujący wpis na blogu p. Joanny Senyszyn, byłej działaczki PZPR, obecnie europosła: Kobiet jest w Parlamencie Europejskim 35 proc. Za dużo, żeby nas nie zauważać. Za mało, żebyśmy miały najważniejsze stanowiska. Jesteśmy więc, a jakby nas nie było. Podziału łupów dokonują mężczyźni. Jednym słowem - polska norma.

Jak widać p. Senyszyn ubolewa nad tym, że kobiety nie okupują jeszcze większości, a przynajmniej połowy foteli w polskim i europejskim parlamencie. Zapewne, w głowie pani posłanki, roi się myśl, że przyczyną, podobnie jak każdego innego zła, i w tym przypadku jest męski szowinizm. Należałoby przy tym powołać pewnie jeszcze jedną komisję do spraw równouprawnienia kobiet i mężczyzn, a przy tym stworzyć parę urzędów dla swoich "asystentów". Ach ci mężczyźni!

Ale zaraz! Chwileczkę! Oto naszła mnie myśl nowa, która swemi blaskami opromieni być może nawet panią Senyszyn! Kto w Polsce ma prawa wyborcze? Kto decyduje o tym, że w parlamencie zasiadają w większości mężczyźni? Czyżbyśmy zapomnieli, że w naszym kraju, podobnie jak w całej Europie, prawa wyborcze mają również kobiety? A, jeśli przeglądam rocznik statystyczny, to wychodzi czarne na białym: kobiet jest więcej!

Spadłem z krzesła. Podnoszę się mozolnie i przystępuję do dalszego pisania, choć boli mnie ramię. Czy to oznacza, że w dzień wyborów mężowie zamykają swoje żony w komórkach a na wybory idą sami? O tak, to chyba najbardziej prawdopodobna hipoteza. Należałoby powołać urząd, który zapewni kobietom dostęp do urn wyborczych w dzień wyborów. A najlepiej wprowadzić przepis, który uczyni pójście na wybory obowiązkowym dla kobiet. I jeszcze jedno: przy urnie należy postawić komisję, która będzie przeglądać karty wyborcze przed ich wrzuceniem. Jeśli jakaś kobieta zagłosuje na mężczyznę, wtedy jej męża należy wsadzić do więzienia za psychologiczne wymuszenie na żonie preferencji politycznych.

A może jednak kobiety, z jakichś dziwnych powodów wolą, aby to mężczyźni nimi rządzili? Ale o tym ciiiiiichooooo! Bo przyjdzie pani Senyszyn i zamknie nas w psychuszce... Wszak tylko chory na bezobjawową schizofrenię mógłby uznać coś takiego za prawdę.

1 komentarz:

  1. Ależ! Pisząc w ten sposób, będąc mężczyzną, reprezentujesz typowy, szowinistyczny punkt widzenia. Gdzie Ci do wypowiadania się o prawach kobiet, samcze!?

    OK, a teraz na poważnie. Różnej maści feministki nie potrafią swoim feministycznym umysłem ogarnąć sytuacji, w której kobiety mają wolną wolę i głosują tak, jak chcą - a nie tak, jak im liga radzi (liga broni, liga radzi, liga nigdy cie nie zdradzi). To jedno. Drugie - o czym pisałem u siebie przy okazji parytetu - to obecność kobiet na listach wyborczych. Tu wśród feministek pokutuje przekonanie, że listy wyborcze są w jakiś sposób zamykane dla pań. Jest to wierutną bzdurą - czego dowodzi choćby partia w całości składająca się z kobiet (a w każdym razie z większości). Przez litość nie wspomnę, jak te gołe panie z plakatu skończyły w polityce.
    Słowami Asi S. nie ma się co przejmować. Jest ona specyficzna w wypowiadanych poglądach, jak i w kontaktach bezpośrednich. Z kimś takim trzeba nauczyć się obcować. I tyle. Cała reszta to jej problem.

    OdpowiedzUsuń